
Skoro zarzucamy was nowymi postami znaczy Sikorscy się nudzą. Eee, no może nie nudzą,ale trochę czasu wolnego się znalazło. Adaś wprawdzie spać po nocach nie może , bo kalkuluje, co lepsze wróbel w garści czy gołąb na dachu, a może Sikorka w pracy? Kombinuje, czy może więcej godzin wieczornych w Sundarze , a Polynesian rankami, albo może zmienić grafiki, tak żeby tutaj być w weekendy , a tutaj...hmm... Podczas gdy on siedzi i kombinuje ja jadę sobie na wycieczki. Wczoraj odwiedziłam Madison, jedyne miasto, w którym chciałabym mieszkać w Stanach. Połowa Madison to uniwersytet, więc wszędzie szlajają się studenci ze swoimi laptopami, na swoich skuterach (czyli mam już to co jest potrzebne , żeby zostać studentką UW Madison;) )
Nie ma tego wrażenia , o którym pisał Adaś , że mózg jest na wakacjach.Do tego mają śliczne jeziora (centrum miasta otaczają aż 3) i wąskie uliczki. Nie jest takie wielkie jak Chicago, ani takie małe jak Wisconsin Dells, no baa w końcu i stolica Stanu Wisconsin. Pierwszym punktem programu było oczywiście...centrum handlowe;), ale tylko na krótko, chociaż i tak świadczy to o moim zamerykanizowaniu. Potem było już bardziej Europejsko, czyli chodzenie po głównej ulicy , zdjęcia nad jeziorem itp. Próbowałam też znaleźć sklep skuterowy, bo od czasu mojego wypadku lewe lusterko nie mówi przecie "kto wrąbie w Ciebie na tym świecie", więc muszę je odkupić. Sklep był , ale zamknięty, no cóż powód, żeby wrócić.
Przy okazji, dzisiaj 50 dzień naszego pobytu w USA. A propos odliczania... Kozubek już niedługo Twój wielki dzień, pamiętaj żeby powiedzieć "Tak". Będę ciepło o Tobie myśleć i sto lat młodej parze:)












