Mapa odwiedzin

piątek, 17 września 2010

Z punktu widzenia żony cz.2


Najpierw coś więcej o samej Lizbonie. Zupełnie zapomniałam napisać, że bardzo podobało mi się... Betlejem. Spokojnie, dalej piszę na temat, a tych którzy myśleli, że przegapili lekcje religii, w ramach, której Jezus urodził się w Portugalii, uspokajam, jedna z dzielnic Lizbony nazywa się Belem, czyli po naszemu Betlejem. Na zdjęciu po lewej Klasztor Hieronimitów, a na kolejnym wieża Torre de Belem - czyli strażnica Lizbońskiego portu wybudowana przez Manuela I Szczęśliwego. Mniej zadowoleni byli Ci, którzy trafiali do niej w czasach, kiedy zaczęła pełnić funkcję wiezienia. Jak już pisałam wcześniej, byliśmy również w oceanarium. Generalnie moim ulubionym zwierzęciem zawsze był pingwin (dlatego mam tapetę Linuksa na komputerze w pracy), ale tym razem wydra wygrała ze wszystkimi innymi stworzeniami. Nie była jej w stanie przebić nawet płaszczka, której numerem popisowym było zakopanie się w piasku. Dawno nie widziałam stworzenia, które chętniej pozowałoby do zdjęć niż ja. Powiedziałabym nawet, że też miała wyćwiczony uśmiech numer 5. Jednym z gwoździ programu pobytu w Lizbonie było Muzeum Azulejos ("Muzeum Kafelek" brzmi zbyt trywialnie). Portugalczycy przez wieki obkafelkowali swój kraj, a w muzeum można podpatrzeć najlepsze dzieła. Między innymi znajduje się tam coś na kształt Panoramy Racławickiej, tylko, że z płytek ceramicznych. W Lizbonie spędziliśmy 5 fantastycznych dni, zwiedzając, degustując, imprezując. Wszystko co dobre, szybko się kończy, więc nadszedł również i dzień opuszczenia hotelu "Residencial Florescente", by wyruszyć w nasz mały road trip do Porto, zahaczając o Fatimę. Cóż, myślę, że jeśli porównam Fatimę do Częstochowy, wielu przyzna mi rację, ale między polskim miejscem kultu a portugalskim, są pewne różnice. Portugalczycy mają bardzo interesujące zwyczaje, czy wręcz rytuały. Jednym z nich jest palenie woskowych części ciała w wielkim fatimskim piecu (można je kupić na stoiskach ze świecącymi Maryjami i Benedyktem XVI zmieniającym twarz w zależności od kąta patrzenia na obraz.) Topienie woskowych organów, służy podziękowaniu lub proszeniu o uzdrowienie nerki, serca, wątroby, nogi itp. Jeżeli działa, to czemu nie. Drugi "egzotyczny" dla nas zwyczaj to dojście do kaplicy i jej okrążanie "na klęczkach" (ochraniacze na kolana, również do kupienia na stoiskach). Mimo, iż obiecywałam, że jak zdam Kliniczne Podstawy Fizjoterapii, to pójdę na klęczącym grochu do Częstochowy, to jednak nigdy tego nie zrobiłam i szczerze mówiąc nie znam nikogo, kto faktycznie na klęczkach maszerowałby na Jasną Górę. Znam natomiast wielu, którzy chętnie napiliby się Porto w Porto. My również należymy do tej grupy, a także do fanklubu wielbicieli mostów, których w Porto nie brakowało. Najdłuższy jest oczywiście w Lizbonie - 17,2 km, ale te w Porto były jakoś łatwiej dostępne i jeszcze bardziej architektonicznie genialne. Z resztą dzieci portugalskie upatrzyły sobie jeden z nich, jako niezłą i dość sporą skocznię do rzeki. Dla nas pobyt w tym mieście mostów i wina był dość krótki, ale zdążyliśmy m.in. wejść na wieżę, z której widać było panoramę miasta, dojść na drugi brzeg rzeki na lampkę porto oraz zrobić genialne nocne zdjęcie miasta (taken by Bartek). O poranku, ruszyliśmy na południe Portugalii, mając w planach wspominany już koniec świata, a później wymarzoną plażę w Portimao. W następnym odcinku, formacje skalne, zachód słońca w HD i zdjęcia Państwa Poświata w falach Atlantyku...


English Version

In everyone’s life, there are some crucial moments, you might even say - milestones. I remember in January 2008, I wrote on a blog that small changes are coming up. I was thinking about moving to a new apartment. But this time, I can honestly say, that August

2010 brought big changes. A wedding was perfectly described by my brother, (unfortunately in polish) On that special day you really feel the support from your family and friends. Especially, when there are a lot of storm clouds on the sky. Some people say that rain on Your wedding day is because of all the girls, who are crying for the groom.

Luckily it had stopped raining, just before the wedding ceremony. It was a good sign, I started to smile and this smile hadn’t left my face, till morning, when I saw the sunrise and went to bed. After that long introduction, I just want to say thanks again to everyone who remembered. But let’s smoothly move to the best part of getting married – Honeymoon.

Q: Where the Groom should take his newly wedded wife?
A: To the end of the world!


Yes! Or just to the end of Europe, but for the Portuguese Capo da Roca was the end of the world in times, when they were just to about discover new lands.

Our adventure began in the heart of the country - Lisbon. The first day we tasted the local specialties. Unfortunately we did not know, that the appetizer does not go with Your meal, and that the roll with a slice of ham will cost us 15 Euros. It turned o
ut, that our hotel was in the center of everything, and it was very easy to discover all the flavor of Lisbon. During the day we were sightseeing and in the evening we were visiting Bairo Alto neighborhood, where all the parties are going on. My favorite thing in Lisbon, was the monastery or actually just its walls, which are left after a major earthquake. You can sit between the walls and look at the blue sky. Really impressing.

Second best was a beautiful castle and a star of Aquarium – wonderful Otter.

I also liked ... Bethlehem. Those who thought they missed the lessons of religion, in which Jesus was born in Portugal, calm down, one of the

districts of Lisbon is called Belem, which means Bethlehem. The Jeronimos Monastery, which we visited first, was splendid. Then we’ve seen the tower Torre de Belem - that guard the port of Lisbon. It was built by Manuel I Happy. Less happy were those, who were sent to it, at the time it began to be a prison.
As I have written before, we were also in the aquarium. Overall, my favorite animal has always been a penguin (at work I have the Linux penguin as my wallpaper on my computer), but this time the otter won with all other creatures. No one w
as able to compete with it, even the stingray, which could buried in the sand. I have not seen any other creature, that would like to pose to photos, like this otter.

One of the high spots of the stay in Lisbon was “Azulejos Museum” (the name "Museum of the Tile" is too trivial.) Portuguese for centuries were putting the tiles everywhere, so the hole country is full of Azulejos. The museum have the piece of the best work.

We spent five fantastic days exploring, tasting and partying in Lisbon.
But all good things come to an end , so the day, when we had to leave this beautiful city also came. We went on our little road trip to Porto, visiting Fatima on our way. The Portuguese have very interesting habits and rituals. One of them is burning body parts made out of wax in the great Fatima oven (you can buy them at the stands) This ritual is to thank or ask for healthy kidneys, heart, liver , feet, etc. If it works, why not. The second "exotic" habit is going on your knees to the chapel (knee pads, also available for purchase at stands.)
When we reached Porto, we had a glass of... Porto there. For us, staying in th
e city of bridges and the wine was quite short, but we managed to visit the tower, where you could admire the city skyline and to walk across the river at night to make a brilliant picture of the city (Taken by Bartek). In the morning, we went to the south of Portugal, to Portimao. So next time , let me tell You about rock formations, sunset pictures and Bride in the waves of the Atlantic ...

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Super, że miesięc miodowy był naprawde słodki.
Ja muszę się pochwalić, że Alexander Jan Pniewski urodził się 1.10.2010 o 22.18, 3800g. Niestety nie mierzą tutaj długości (!). My wymierzyliśmy, że ma ok 56 cm. Wydaje się być bardzo długi i ma duże stopy, więc zapowiada się na wielkiego chopa :-)JEST PRZECUDNY.
Pozdrawiam
ania pniewska

Sikorka pisze...

GRATULACJE!!!!!!!!!!!
Wyślij mi jakąś fotkę. A tak w ogóle masz pozdrowienia od naszej promotorki;) Pytała co tam u Ciebie, powiem, że potomek udany:)