Mapa odwiedzin

sobota, 29 września 2012

Pierwszy ząb, klub spacerujących mam i morze nasze morze

Pierwszy ząb! Wydarzenie na tyle istotne by wspomnieć o tym na blogu. Tym bardziej, że od ostatniego postu minęło jakieś 250 pampersów.
Staś, jak przystało na niemowlaka, pakuje większość rzeczy do buzi. Wciągnął również mój palec wskazujący i wtedy wyczułam coś ostrego. Gratulacje mój młody, dolna lewa jedynka powoli wynurza się na światło dzienne. Ten wiekopomny moment nałożył się w czasie z pierwszymi "dorosłymi" posiłkami. Początki bywają trudne. Nie wystarcza śliniak by ustrzec ubranka od złowieszczej marchewki. Najlepsza byłaby folia malarska. Nie mniej jednak jesteśmy na dobrej drodze i byle dynia z ziemniakami nie jest nam już straszna.

To tyle tytułem wstępu w ramach "co tam u nas nowego". Dalej przemierzamy kilometry po Parku Śląskim. Mamy jednak już spore towarzystwo. Nasza grupa wsparcia, liczy 6 osób: trzy mamy i ich dorodne bobasy. Marta z Wojtusiem, Marzena z Krystianem i Ja ze Stasiem.
A propos kilometrów to dumnie mogę napisać, że akcja ich nabijania w ramach olimpiady i aplikacji Hope Relay, zakończyła się uzbieraniem 184 zł dla dzieciaków i zajęciem 71 miejsca w kraju.
W tej chwili chodzimy "za darmo", ale też jest fajnie. Jeśli jakaś mama chciałaby dołączyć do grupy, należy spełnić tylko dwa warunki: posiadać własne dziecko i aktualną kartę szczepień. No dobra, żartuję... można przyjść z pożyczonym;)


Oczywiście pierwszy ząb to nie jedyne wydarzenie warte odnotowania.W sierpniu Staś przestał być poganinem. Wydarzenie to miało miejsce 15 sierpnia, w naszą rocznicę ślubu, żeby łatwiej było zapamiętać.
W ramach podróży "pochrzcielnej" wybraliśmy się nad morze, do miejscowości Wicie, do "Zagrody u Ali".


Czas na reklamę... www.ala.infowczasy.pl Super miejscówka na wczasy z bobasem.

Generalnie sama miejscowość ma wszystko czego potrzeba rodzinie z dzieckiem:
1) plażę, gdzie nie ma tłumów 2) morze gdzie nie ma tłumów 3) ograniczoną ilość sklepików z souvenirami (chociaż Staś na szczęście jeszcze nie wykazywał zainteresowania dmuchanymi rekinami i nie wołał "ja to chce") 4) knajpkę z goframi/lodami/rybką/pizzą. Czyli wszystkie elementy udanego wypoczynku.
Na zdjęciu Staś pierwszy raz patrzy na morze.
Tytułowa Pani Ala ma jeszcze krówki, konie, kaczki, owce, kozy, kury itp. Dzięki takiemu inwentarzowi codziennie rano można było się uraczyć twarogiem, jajami czy świeżym mlekiem prosto od krowy. Co poniektórzy pytali czy czuję szczególną więź z krowami, skoro sama karmię. Pozostawię ten wątek bez komentarza.

Z kolei na wieczornego grilla Damian z Jankiem złapali apetyczne dorsze, w ramach wyprawy kutrem rybackim DAR 116.



Minęło pół roku odkąd jestem mamą. W zasadzie wciągnęło mnie już trochę to całe macierzyństwo. Najlepiej widać to, gdy stoję w supermarkecie i bezwiednie bujam wózek sklepowy.
Definicja tego co robię w tej chwili mieści się w obszarze pomiędzy: pracą, dziejową misją a osobistym szczęściem.

Trzymajcie kciuki by kolejne pojawiające się ząbki były również okazją do pozytywnych postów.
Chociaż coś mi mówi, że ząbkowanie to nie będzie bułka z masłem...

English 

The first tooth! This event is important enough to mention it on the blog. Especially that it is more than 250 diapers since the last post. Stas, just like most babies, puts things in his mouth. He put 
my finger there as well and I felt something sharp. Congratulations young fellow, your bottom left tooth is slowly coming out to this world. Stas is also starting to eat "adult" meals. The beginnings are difficult. Evil carrot is everywhere.
This is what's new with us. We still walk a lot in park, but now we have company. Our support group includes 6 people: three mothers and their awesome babies. If any mom wants to join our group, you must meet only two requirements. You need to have your own child and current vaccination card. Okay, I'm just kidding ... You can come with borrowed baby;)

Of course, the first tooth is not the only event worth to be mentioned on the blog. In August Stas became Christian. The event took place on August 15, on our wedding anniversary, so it is easier to remember. On the picture You can see him, after his baptism reception. 
After the baptism, we went to the polish seaside, to the village Wicie.
 


Time for advertising ... www.ala.infowczasy.pl a great place to stay with Your family. 

Generally, the village has everything, what you need for a family vacation: 
1) the beach, where there are no crowds 2) sea where there are no crowds 3) a limited number of shops with souvenirs  (so Your kids won't yell "I want this, I want that") 4) restaurant with waffles / ice cream /  fish / pizza. 
On the farm there were also cows, horses, ducks, sheeps, goats, chickens, etc. Thanks to that, every morning we had fresh cheese, eggs and milk straight from the cow. Some people have asked, if I feel a special fellowship with the cows, because I'm still breastfeeding. I will leave this topic without any comment. 
One day Janek and Damian caught some cods for an evening barbecue during the fishing boat expedition. Generally our first vacation with Stas was great.

It's been half a year since I am a mother. I can say I'm starting to really get into this whole motherhood. This can best be seen when I'm standing in the supermarket and unwittingly swinging the shopping trolley.  

The definition of what I'm doing at the moment is in the area between: work,  historical mission and personal happiness. 
Keep your fingers crossed so the next emerging teeth will be also an opportunity for a positive posts.

wtorek, 17 lipca 2012

Czerwcowo - lipcowe podsumowania

W czerwcu mówiło się tylko o Euro. W lipcu mówi się o upałach i burzach. W temacie tego pierwszego wszystko zostało już prawdopodobnie powiedziane, natomiast telewizja Polska nie dysponowała zdjęciem kibicującego Janka i Stasia, więc szybko nadrabiam ich straszne niedopatrzenie. Niestety wywieszenie szalika między szczebelkami łóżeczka Stasia nie pomogło reprezentacji Polski w piłce nożnej, za to siatkarze wzięli sobie ten patriotyczny gest do serca. Teraz stroje szykujemy na olimpiadę.

Przy tej okazji gratulacje dla Boni, której maleństwo, również Staś, załapał się na finał Euro, urodził się bowiem o poranku 1 lipca.

Jeśli chodzi o sprawy pogodowe to burze spędzamy w domu, a podczas upałów uciekamy na działkę. Fortyfikacja z mokrych tetrowych pieluch osłabia nieco działanie słońca. Czerwiec to również pierwszy "Dzień Ojca" Janka. Dostał z tej okazji koszulkę "Najlepszy Tata na Świecie". Czytałam, kiedyś na jakimś forum, jak świeżo upieczony tata odgrażał się, że jak nie dostanie takiej koszulki na Dzień Ojca, to sobie sam kupi.
Z okazji Dnia Ojca odbyła się również rodzinna impreza połączona z wypadem Janka, z jego tatą i bratem, na strzelnicę.

Z innych wieści to Janek od września rozpoczyna kolejne studia czego mu strasznie gratuluje i trzymam mocno kciuki, a mój brat ukończył Triathlon w Suszu na 45 miejscu (zdaje się, że na blisko 700 uczestników) i był 14 w swojej kategorii wiekowej.
My ze Stasiem póki co robimy doktorat z "Metod kładzenia bobasów spać w ramach porannych i popołudniowych drzemek", a także pokonujemy nasze małe maratony po Parku Śląskim. Od niedawna nasze spacery mają jeszcze dodatkowy sens. Jak głosi reklama, Samsung za każdy przebyty km przekazuje na cele charytatywne 1 zł. Dopiero zaczęliśmy, więc na razie do wspólnej zbiórki uzbieraliśmy 20 zł, ale mam nadzieje, że mimo burz dobijemy do jakiejś porządnej kwoty.

22 lipca Staś skończy 4 miesiące.
Ale ten czas leci. Póki co odkrył, że jak się uśmiecha do lustra to ten tam po drugiej stronie też jest bardzo przyjazny. Wie również, że potrafi piszczeć z radości i postanowił tą umiejętność zaprezentować wszystkim dzisiaj o 5 rano, no i osiągnął mistrzostwo we włączaniu melodyjek w leżaczku Fisher Price'a. Może szału nie ma, ale mama dumna.



English


We had European Soccer Championships in June and we have big storms and heat in July.
Staś was wearing white and red T-shirt during EURO and we put a white and red scarf between his baby-bars to help the Polish national team in soccer. Well it didn't help at all. Luckily the volleyball players have taken this patriotic gesture more seriously and won the World League. Now we are getting ready for Olimpics.
 
Btw one of our Friend give birth on a final day of EURO. The baby was born on the morning of July 1st, so her husband could enjoy the final game in the evening. The little fellow name is also Staś. Congratulations!!!

We are escaping from the heat to Janek's parents garden plot. We are using fortification of wet diapers to weakens the sun. June was also the first Janek's "Father's Day". He got a T-shirt "Best Dad in the World". I read once on one of the forum, that one of newly minted dad said, that if he doesn't get one of those
for Father's Day, he will buy it himself.

On Father's Day we also had a small family event combined with a Father - Sons trip to the shooting range. (this year excluding Staś)Other news : Janek is starting his MBA studies in September. Congratulations!!! 


My brother finished a Triathlon, being 45th  (it seems that the nearly 700 participants took part in that race) and he was 14th in his age category.Me and Staś are doing our PhD in "Methods of putting babies to sleep for their morning and afternoon naps" and we are walking our little marathons in the Silesian Park. Recently our walks make even more sense. With "Hope Relay" Olympics application Samsung is giving to kids money for each km You make. I hope that, despite the storms, me and Staś will gather a decent amount of money for kids.

  
On July 22nd Staś will be 4 months old.Time flies. So far he discovered that when he smiles into the mirror, there is also a very friendly baby on the other side. He can squeal with delight, and he decided to show that ability at 5 am this morning. He also reached the championship in Fisher Price Bouncer's melodies. Well it might not be much, but mummy is very proud.



czwartek, 31 maja 2012

Majowy wpis...

W tym roku maj upłynął nam pod znakiem ognia, w jego różnych formach. Od razu uspokajam, że nie przybrał on postaci pożaru. Wystąpił jednak wielokrotnie pod postacią grilla i raz pod postacią ogniska harcerskiego. Jeśli chodzi o pierwszą formę to był to nasz tegoroczny patent na majówkę. Tak jak widać na pierwszej fotce głównie chodziło o to, żeby się nie przemęczyć, a żeby było fajnie. Okazuje się, że jedną z podstawowych zasad grillowania jest przyjście na grilla najedzonym. W przeciwnym razie, za nim rozpali się grilla podczas takiej sielanki, łapiesz się na tym, że zmiotłeś już połowę sałatek i że właśnie robisz sobie kromkę chleba z musztardą. Błogie lenistwo przerwał pod koniec dnia niewielki deszcz. Zmusiło nas to do posprzątania całego zamieszania i przeniesienie rzeczy do altanki. Natomiast okazało się, że kiedy pada deszcz to się nie nudzimy, bo od razu powstała gra "traf ringo do małego dmuchanego basenu". Nie brałam udziału, ale z tego co widziałam, to były tam kwalifikacje, finały i brawa dla zwycięzców. Czyli Panowie, okazuje się, że jeżeli się tylko chce , to można odłączyć się od gry w czołgi na laptopach i pograć trochę ze znajomymi off line.
Tym razem Staś nie załapał się na kiełbaskę z grilla. Może uda się w przyszłym roku. Załapał się natomiast na swoje pierwsze ognisko harcerskie i tu płynnie przejdziemy do tematu nr 2. Szczep i drużyna, w której byłam przez blisko 10 lat obchodziły w tym roku 30 - lecie. Cieszę się, że udało nam się tam dotrzeć. Janek mógł się przekonać, że ognisko można rozpalić od jednej zapałki  oraz, że w harcerstwie nie chodzi o przeprowadzanie staruszków przez ulicę i sprzedawanie ciasteczek. Był też strażnik ognia, a w zasadzie dwie strażniczki, piosenki obrzędowe (czyli takie rozpoczynające i kończące ognisko, bez gitary - przypis redakcji) i wspominki. Moi zadaniem było opowiedzenie gawędy. Przygotowywałam się do jej wygłoszenia wcześniej w domu. Opowiadałam ją Stasiowi. Przez większość czasu ostentacyjnie ziewał, by na koniec usnąć.
Nie mniej jednak wieczór, który przywiał harcerskie wspomnienia, uważam za udany.
Zdjęć nie mam, ale dziewczyny, obecnie działające w 122 KDH, mają fotobloga, a tam jest ich już całą masa. FOTOBLOG 122 KDH "WIKLINA"   

Na koniec majowych podsumowań napiszę, że pierwszy raz obchodziłam Dzień Matki w innym kontekście.  Jeszcze raz wszystkiego najlepszego dla wszystkich mam!!! To ciężka robota i należą się wam podziękowania i ogromne bukiety kwiatów. 

A jutro dzień dziecka. Tobie Stasiu też życzę wszystkiego naj, dobrych nocy (to raczej życzenie dla mnie) i ciekawych dni. Rośnij zdrowo i nie martw się, w przyszłym roku też pograsz w rzucanie Frisbee do dmuchanego basenu.

English


May passed by under the sign of fire, in its various forms. Most of the time it was barbecue and once it was scouting fire. As You can see on the first pic, we spend our time in a very relaxing way. It turns out that one of the basic principles of grilling on the barbecue is that You shouldn't be hungry. Otherwise, before someone will even start the fire, You will find Yourself eating bread with mustard. Blissful laziness was interrupted by light rain at the end of the day. It forced us to clean up the mess and move all the things inside. The guys immediately came up with a game, to not be bored. It was called "throw the Frisbee to a little inflated pool". There were qualifications, finals and applause for the winners. So, gentlemen, it turns out, that if you only want, you can disconnect yourself from your laptops and play something off line. 
This time, Stas did not get the sausage from the grill. Well, maybe next year.  
Instead he took part in his first fire scout. Here we smoothly move on to the topic number 2. My scouting team, which I was a member for nearly 10 years, celebrated 30 years of existence. I am glad that we managed to get there. Janek could see on his own, that you can light a fire from one match and that scouting is not about guiding the old man across the street and selling fudge scout cookies.  
There were also fire guardians, ceremonial songs (they start and finish the scouting fire, without the accompaniment of the guitar - editorial note) and memories. My job was to tell the tale during the event. I was preparing it at home, I told it to Stas. Most of the time he was yawning ostentatiously and at the end he just fall asleep.Nevertheless that evening was very nice.I do not have pictures, but the girls have photoblog, and there is already a whole bunch of them. 
122 KDH Photoblog 
This year I celebrated my first Mother's Day in a different context. Once again, all the best to all the moms. And tomorrow we have Children's Day in Poland. All the best Stas. Grow healthy, and don't worry, next year You will be able to also throw Fresbee to a inflated pool.

środa, 25 kwietnia 2012

Gotowi czy nie - oto jestem!

 Łóżeczko z Allegro dostarczono w poniedziałek, a we wtorek Madzia z Bartkiem pomogli nam je złożyć. Generalnie składanie szło całkiem sprawnie, choć w pewnych momentach brakowało tylko melodii z serialu "Sąsiedzi" w tle. W środę rano pomyślałam, że skoro łóżeczko dotarło i stoi gotowe to mogę już ... urodzić. Podświadomość kazała mi wstać o siódmej rano i umyć włosy. Następna szansa na solidny prysznic może się przecież przydarzyć dopiero w okolicach 6 urodzin małego. Jeszcze nie wiedziałam wtedy, że po północy będę już trzymać go w rękach.
...Poród....
Chciałam opisać szczegółowo to wydarzenie, ale parę moich koleżanek jest aktualnie w ciąży i nie chcę ich wystraszyć, tym bardziej, że za późno, żeby się wycofać. W każdym razie Janek nie zemdlał, więc nie było chyba, aż tak źle.
Napisze tylko, że całość w niczym nie przypominała scen jakie znam z filmów. Nikt nie biegał w kółko i nie krzyczał "Podajcie gorącą wodę i ręczniki!!!". Zdążyłam jeszcze spędzić dzień w towarzystwie rodziców. Podczas obiadu robiłam co 10 minut przerwę na skurcz. Janek wrócił z pracy i pojechaliśmy do szpitala dowiedzieć się czy to już TO. Z kolei za nim mnie przyjęli na oddział musiałam wypełnić jakieś papierki. Wygląda to dość śmiesznie, kiedy kobieta, która rodzi, wypełnia formularze, ale cóż jak mus to mus.
No i przyszedł na świat. Głośnym krzykiem w środku nocy oznajmił swoje przybycie. Od tej pory staliśmy się 3 osobową rodziną.
Początki nie są sielankowe jak w reklamie Nivea, ale z każdym tygodniem lepiej się rozumiemy. Wiemy już na przykład co oznacza "łaa łaa łaa", a co "łaaaaaaaa".
W minioną niedzielę minął miesiąc odkąd Staś jest z nami. Z tej okazji wujek Adam z ciocią Marysią wkupili się w łaski przynosząc niesamowite prezenty. Na zdjęciu Staś w Jordanowej czapeczce. Nasza zaprzyjaźniona rodzina ze Stanów przysłała z kolei dwie koszulki - drużyny Baseballowej - Brewers i Footballowej - Badgers. Wszystkie bobasy z okolicy będą zazdrosne.
Na koniec jeszcze parę słów o Stasiu. Jego ulubione zajęcie to obserwowanie przez okno postępów budowy Stadionu Śląskiego. Wybacza również swoim rodzicom błędy, przez co nie czują się jak niewykwalifikowana opieka pielęgnacyjna.

Stasiu witaj na świecie!!!

P.s. 27.03.2012 skończyłam 29 lat. Pamiętam jak w liceum w ramach przedmiotu "Przygotowanie do Życia w Rodzinie" Pani Pawlus zapytała mnie kiedy chcę mieć dziecko. Powiedziałam, że jak będę miała 28 lat. Spojrzała na mnie surowym wzrokiem i powiedziała "No, ale nie później!"
Rzutem na taśmę udało mi się wypełnić obietnicę, rodząc na 5 dni przed 29 urodzinami.

Obchody urodzin zostały przesunięte na kwiecień. Wpadli znajomi z przepysznym tortem i "relaksującym" prezentem. Jeszcze raz wielkie dzięki !!!



English


On Monday we received the baby bed, which we ordered on-line. We put it together with our friends on Tuesday. On Wednesday morning I thought that since everything is arranged, I can ... give birth. My subconscious told me to get up at seven in the morning and wash my hair. The next chance for a solid shower might come, when my son will be 6 year old. I did not know then, that short after midnight, I will already hold him in my hands. 
Labor... I wanted to describe it in details, but a few of my friends are currently pregnant and I do not want to scare them. It is too late for them to quit now. Anyway, Janek did not faint, so perhaps, it wasn't that bad.

The whole thing was nothing like the scenes from the movies. No one was running around shouting "Hot water and towels!". I had lunch with my parents, just taking breaks every 10 minutes for a contraction. Janek came from work and we went to the hospital to make sure this is IT. Before they admit me to the ward I had to fill out some paperwork. It looks pretty funny, when the woman who gives birth, fills out all that forms, but what can You do.

Well finally, he was here. In the middle of the night he announced his arrival with a loud scream.
 

Beginnings are always hard, but every week we understand each other better. I already know, for example, what does "Whaa Whaa Whaa" and what "Whaaaaaaaa" mean. Last Sunday, it's been a month since Stas is with us. On this occasion, Uncle Adam and Aunt Mery brought amazing gifts with them. On the picture You can see Stas in Jordan cap. Our friends from the US sent Stas two awesome T-shirts: Brewers and Badgers one. Thanks again guys!!!
All the babies in the neighborhood will be jealous. Finally a few words about Stas. His favorite thing to do is watching construction of the soccer stadium through the window. He also forgives his parents all their mistakes, so they do not feel like they do not have qualification for the job.


Stas - Welcome to this world!!!

P. S. on the 27th of March 2012 I had my 29 birthday. I remember, when I was in high school, we had a subject called "Preparing for Life in the Family". Mrs Pawlus asked me when I would like to have a baby. I told her, that when I will be 28 years old. She looked at me and said "Ok, but not later."

I fulfilled the promise and gave birth 5 days before my 29th birthday.

Birthday celebrations were postponed until April. Friends came up with a delicious cake and "relaxing" gift. Thanks, the hole thing really means a lot to me!

czwartek, 5 stycznia 2012

No i zaczął się rok 2012

No i zaczął się rok 2012. Myślę, że będzie to na pewno rok pełen wyzwań. Podobno korzystny dla osób kończących 29 lat (!), bo luty w tym roku ma 29 dni. Plan na Sylwestra był taki sam jak co roku czyli ... przetrwać. Jeżeli chcemy, żeby "było fajnie na sylwestra" potrzebna jest sprawdzona ekipa, jakieś miejsce gdzie ktoś za nas zrobi coś do jedzenia, da coś do picia, a potem po wszystkim posprząta. W tym roku padło na Karczmę "Wrazidlok". Kawałek za Gliwicami w stronę Rybnika, a klimat już podhalański. Cóż, benzyna droga, weekend krótki, więc trzeba było znaleźć patent na wypicie lampki szampana przed góralską karczmą po kosztach. Generalnie miejsce nie zawiodło, trudno się było do czegoś przyczepić, choć bardzo się staraliśmy. Może jedynie muzyka nie do końca w naszym klimacie, ale parkiet był i tak przepełniony, więc może to i lepiej. Na zdjęciu widać, że żeńska część naszej ekipy zgromadziła się po jednej stronie stołu, a męska po drugiej. Takie ustawienie ułatwia ploteczki oraz komentarze dotyczące kreacji innych kobiet oraz ułożenia naszego osobistego TOP10 jeśli chodzi o krój sukienki czy dodatki. Z kolei obok cały stolik obchodził 60 urodziny jednego z panów, a do "Sto lat" dołączyła się reszta karczmy. Zostaliśmy nawet poczęstowanie tortem urodzinowym.
O północy organizatorzy postarali się o pokaz fajerwerków na miarę dni Chorzowa (w sensie, że całkiem przyzwoicie). Przy rozmowach o życiu i kilku udanych podrygach na parkiecie zrobiła się nagle 4 rano i przenieśliśmy się do Mery i Damsa. Kto zna ten wie, że z imprez najbardziej lubię śniadania. W zasadzie jeśli o mnie chodzi, można by pominąć całą resztę i skupić się tylko na tym. Siedzimy wtedy jak wielka rodzina przy stole i pałaszujemy jajeczniczki, parówki czy kanapki ze świeżego chleba. Mmmm, aż się rozmarzyłam. Tym razem było coś specjalnego. Madzia zrobiła regenerujący żurek z kiełbasą i jajkiem. Pasował zarówno na zmęczone żołądki, jak i na porę, o której go jedliśmy. Potem już tylko zostało odhaczyć noworoczną grę na Play Station (tak jak w Bestwince na Sylwestrze dwa lata temu) i mogliśmy rozjechać się do domów, żeby z czystym sumieniem przespać resztę pierwszego dnia roku. Cieszę się, że udało się spędzić ten wieczór z ludźmi, z którymi nawet impreza w Warsie byłaby super. Jeszcze raz wielkie dzięki i trzymam kciuki, żeby ten rok był dla wszystkich udany i spełniło się przynajmniej jedno ważne życzenie.

p.s. Wszystkiego najlepszego dla Cebulki, która ma dzisiaj 29 urodziny - to będzie również Twój rok:)

English

Well, the 2012 has started. I think it will be definitely a year full of challenges. It suppose to be good for people, who is going to celebrate their 29 birthday (!), since February has 29 days this year. The plan for the New Year's Eve was the same as every year ... to survive it somehow. If You want to "have fun on the New Year's Eve" you just need Your friends and a place where someone will prepare something to eat and drink for you and then clean up after everything. This year we chose the restaurant called "Wrazidlok" (first pic). It is not far from where we live, but looks like the house in mountains. Well, gas is so expensive and the weekend was too short to actually go to mountains. Generally, the place did not disappoint us. Although it was not our kind of music, the rest of the guests had fun and the dance floor was crowded all the time. In the picture you can see that the female part of our team gathered on one side of the table, and the men on the other. This way makes it easy to gossip and comment on the other women's look, dresses and accessories. A guy sitting at the table next to us, was celebrating his 60th birthday. Everyone in the hole restaurant joined, when they started to sing "Happy Birthday". We even got a piece of birthday cake.
At midnight, the organizers prepared nice firework show.
We t
alked about life and dance a little bit till 4 in the morning and then we moved to Mery and Damian's apartment.
In the morning we had nice breakfast, which is usually my favorite part of a good party. In fact, if you ask me, I could skip the rest and just focus on that. I like how we sit together, like a big family at the table and enjoy scrambled eggs, sausages or sandwiches. Mmmm delicious. This time there was something special. Madzia prepared the sour barley soup with sausages and eggs. It was perfect for our poor stomachs and just on time (we woke up kind of late). After the breakfast, guys, like they did 2 years ago, played Play Station games. After that, we went home just to sleep through the rest of the first day of the year. I'm glad, I was able to spend this New Year's Eve with awesome people. Thanks again and I will keep my fingers crossed for You all, so this year will be a successful one and at least one of the important wishes will come true.

p.s. Happy Birthday to Ania, who has her 29th Birthday today - it is going to be also Your year:)

niedziela, 11 grudnia 2011

Po prostu Praga

Listopad minął pod znakiem brak wpisu na blogu, a przecież byliśmy...w Pradze. Bardzo lubię to miasto, ale trzeba przyznać, że jest strasznie drogie. Naszym patentem na to cenowe przegięcie był Groupon. Zawsze jest to dodatkowa dawka adrenaliny czy wszystko będzie ok. Być może inaczej wyobrażaliśmy sobie pater owoców, który okazał się być kilkoma winogronami i dwoma małymi jabłkami (ja oczami wyobraźni widziałam już truskawki w czekoladzie), ale za to reszta bez zastrzeżeń. Hotel bardzo ładny i czysty, a kolacja 3-daniowa (ciągle w ramach kuponu) przepyszna. W piątek wieczorem wybraliśmy się na most Karola. Może nie było tak mgliście i tajemniczo jak 3 lata temu, ale w dalszym ciągu magicznie. Wyciągnęliśmy Madzię i Bartka na Mojito, które piliśmy w meksykańskiej restauracji "Cantina", gdy byliśmy pierwszy raz w Pradze, czyli generalnie wspomnień czar. Późnym wieczorem dołączyli do nas Marysia z Damianem, Agata z Niedźwiedziem i Aldona z Przemkiem. Integracja całej ekipy przebiegła dość szybko i radośnie, co zaowocowało paroma telefonami z recepcji. Obyło się jednak bez strat w ludziach czy w sprzęcie. Z resztą z naszych obserwacji wynikało, że oprócz nas w hotelu przebywali w większości Polacy, w ramach Grouponu, w związku z tym nie zszargaliśmy znacznie naszego wizerunku za granicą. Sobota minęła nam pod znakiem spacerów po starym mieście. Podzieliliśmy się na dwie grupy wycieczkowe i zwiedziliśmy zamek, klasztorny browar czy złote uliczki. Naszej uwadze nie umknął również sklepik z zabawkami, które pamiętaliśmy z dzieciństwa i wszystkimi bohaterami czeskich bajek z Krecikiem na czele. Wieczorem, już w komplecie, spotkaliśmy się na pyszne jedzonko na rynku, by potem odwiedzić gwóźdź programu - muzeum seksu. No cóż, jest to na pewno interesujące miejsce, a eksponaty potrafią zaskoczyć. Osobiście najbardziej podobało mi się krzesło przy wyjściu , które oceniało temperament każdego, kto na nim usiadł. Wprawdzie spodziewałam się, że mam trochę bardziej gorący charakter, ale zwalam wszystko na przemarznięte po całodniowym spacerze pośladki.
W niedzielę zwiedzaliśmy praskie getto żydowskie.
Przed wyjazdem ostatni oddech atmosferą miasta na jego rynku i do domu. Jeszcze raz dzięki Marysi i Damsowi, za to że udało im się zmotywować tak dużą ekipę do wyjazdu i wszystkim za super weekend.

English

In November we went to Prague and I did not mentioned it on the blog yet. Shame on me. I really like this city, but I must admit that it is terribly expensive. Luckily we had some coupons, which made it cheaper. It is always an additional dose of adrenaline, if they will work, but everything went perfect, although I had a different expectations regarding the welcome fruit plate. I imagine myself, strawberries in chocolate or something luxury instead of those two little apples and 5 grapes, but well, nobodies perfect. The Hotel was very nice and clean, and 3-course dinner (also included in the coupon) was delicious. On Friday evening we went to the Charles Bridge. Maybe it was not so vaguely and mysteriously as 3 years ago, but still magical. We drag Madzia and Bartek to the Mexican restaurant, for an awesome Mojito, which we drank, when we were in Prague for the first time. Later in the evening the rest of the group joined us in the hotel. So all together it was 10 of us. The integration of the entire group, went quite quickly and cheerfully, which resulted in a few phone calls from the reception. It seemed like the rest of the hotel's guests also came from Poland, using the same coupons, so at least we were not pain in the ass for Czechs, but only for our people.
On Saturday we took a walk through the old town. We divided into two groups and visited the castle, monastic brewery or golden streets. We also visited the old-school
shop with toys, which we remembered from the childhood and where they sell t-shirts with the Czech cartoons. In the evening we met for a delicious dinner on the market square and then we visited... the Museum of Sex. Well, this is certainly an interesting place. Personally I liked the chair, which assessed the temper of everyone, who sat on it. Well, I had thought that I'm more hot, than it said, but I blame my butt, which was kind of frozen after a day-long walk.
On Sunday we visited Prague's Jewish ghetto.
Before leaving the city, we took our last breath of the Prague's atmosphere and then we went home. Thanks again to Mary and Dams for motivating us to go for this trip and to anyone else for awesome weekend.

niedziela, 16 października 2011

Jesienne wspominki

Za oknem złota polska jesień. Idealny moment, żeby wrzucić zaległe fotki z istotnych wakacyjnych wydarzeń i jesiennych imprez. Końcówka lata zaowocowała ślubami Oli i Adama, Agi i Macieja, a wrzesień Anety i Sebastiana. Na zdjęciach widać szczęśliwe Panny Młode i przejętych Panów Młodych. Wszystkim jeszcze raz wszystkiego naj na tej niezwykłej drodze życia. Nie martwcie się w dwójkę zawsze raźniej. Fotki zerżnięte z facebooka, bo nie wszędzie mogłam być, ale mam nadzieje, że nie zablokujecie z tego powodu mojego bloga. Po za tym mój telefon raczej nie zrobiłby takiej fotki jak ta w wodzie.
Do ciekawych imprez, na które mimo wszystko dotarłam, zdecydowanie mogę zaliczyć urodziny pewnej 6 latki. Nie ma to jak demolka pokoju, tort z barbie w środku (zdjęcie tortu oczywiście przekrzywione) i tańce hulanki swawole. Takie atrakcje to później już tylko podobno w liceum lub na wieczorach kawalerskich (szczególnie jeśli chodzi o kobietę wystającą z tortu).
W ramach powiedzenia "Cudze chwalicie swego nie znacie" wybraliśmy się z Jankiem pewnego pięknego sobotniego popołudnia do skansenu, na "Dzień Pieczonego Kartofla". Skansen znajduje się ok 1 km od naszego domu, ale ja ostatni raz byłam tam w podstawówce, a Janek nigdy. Niestety, okazało się, że moja orientacja w czasie jest porównywalna do mojej orientacji w przestrzeni i że impreza jest dopiero następnego dnia. Obsługa skansenu nie pozwoliła nam jednak opuścić skansen z pustymi brzuchami. Upiekli dla nas ziemniaki w ognisku, przyjechało również kilku strażaków, doszło paru innych zwiedzających i w kameralnej atmosferze zrobiliśmy mały before party. Na zdjęciu ognisko, jabłka, które chwilę później również zostały smakowicie upieczone, a w tle czerwony wóz strażaków. Wszystkim tym, którzy w ekspresowy sposób chcą się przenieść w sielskie wiejskie klimaty, polecam spacer między chałupami.
Z kolei w ramach szukania Pani Jesieni w górach, zdobyliśmy szczyt Równicy. Okazuje się, że człowiek nagle zyskuje wiekszy szacunek do tej niepozornej górki, gdy musi się tam wdrapać, zamiast wjechać asfaltową drogą. Niestety wyjazd do Ustronia przypłaciliśmy przeziębieniem. Janek leczył się lekami, a ja jako grupa kontrolna mlekiem i miodem. Jankowi przeszło po 7 dniach, mnie po tygodniu.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Dokładnie rok temu...

Dzisiaj mija pierwsza rocznica naszego ślubu. W zeszłym roku o tej porze bawiliśmy się na najbardziej przez nas wyczekiwanej imprezie. Z tej okazji życzę mojemu ukochanemu mężowi Jankowi, żeby nigdy się ze mną nie nudził i żebyśmy zawsze byli razem szczęśliwi. Wszystkim, którzy złożyli nam piękne życzenia baaaaardzo dziękujemy i zamieszczamy film, który w najlepszym skrócie przypomina jak to było owego 15 sierpnia 2010 roku:)




Today we celebrate our first anniversary. Last year we had fun on the best party we ever been on. I would like to wish my beloved husband Janek, so he will never be bored with me and we will be always happy together. To all who wished us all the best today - thank you sooooo much for those wonderful wishes:) Let me put here a movie, which is the best way to remind everyone what 15 August 2010 was like...