Mapa odwiedzin

czwartek, 19 sierpnia 2010

Z bratowego punktu widzenia - odcinek specjalny

Klamka zapadła, mleko się rozlało, słowo się rzekło, a kości zostały rzucone. Po tym jak Ania i Janek powiedzieli sakramentalne tak nic nie będzie już takie same i nie mówię tu tylko o Ani dokumentach. Od dnia, w którym przysięgli sobie dozgonną wierność tworzą jedność, jedność małżeńską, która jest fundamentem i zalążkiem rodziny oraz pozwala wspólnie rozliczać się z podatków, dając dodatkowe oszczędności.

Przygotowania do tego wydarzenia, przez które P.Diddy zdecydował się przesunąć swoją imprezę na poniedziałek, by nie robić konkurencji, trwały pół roku. Zostały one sfinalizowane w niedzielne popołudnie, 15 sierpnia, które okazało się wyzwaniem nie tylko dla młodej pary, ale i meteorologów. W przeciwieństwie do nowożeńców, ci drudzy nie zdali egzaminu.

Msza była dokładnie zaplanowana, choć scenariusz wejścia panny młodej był równie skomplikowany, co zdanie – „nikt się nigdy z tym nie krył, że wynik jego testu na nieobecność niezabronionych substancji nie był negatywny”. Generalnie chodziło o to, żeby ksiądz, schola, panna młoda, jej ojciec i faza księżyca zgrali się w jednym momencie. Potem, gdy Ania doszła do swojej białej ławki, było już z górki. O oprawę muzyczną zadbała schola, o oprawę duchową ksiądz Piotr, o oprawę śpiewaną Agnieszka, o oprawę biblijną mama Janka i o oprawę teatralno-artystyczną tata Ani (mój zresztą też). Para młoda nikogo nie zawiodła, welon nie podpalił się od świeczki, nikt nie zemdlał, generalnie nie było żadnej sceny, która później mogłaby trafić do „Śmiechu warte”. Nikt też w ostatniej chwili nie zrezygnował, choć w momencie, gdy nadeszła kolej na Anię, by założyła Jankowi obrączkę ślubną, zaczęła swój tekst od słów Ja-nie. Wtedy trochę się przestraszyłem.

Wyjście z kościoła było już znacznie łatwiejsze niż wejście. Wystarczyło tylko pozbierać trochę drobnych z ziemi, ryż zostawić ptakom i odebrać życzenia.
Łatwe okazało się także wesele, bo nie trudno się dobrze bawić w takim towarzystwie. Podobnie jak msza, tak i to nie było zwykłe wesele. I nie jest to tylko moja subiektywna opinia, świadczą o tym fakty. Nie miałem specjalnie czasu żeby się najeść, a ten kto mnie zna wie, że na to prawie zawsze znajdę czas. Wygrałem konkurs taneczny – tu nie trzeba nic tłumaczyć. No i wypiłem więcej alkoholu niż przez całe swoje życie – w tym miejscu należą się podziękowania i słowa wielkiego uznania dla koleżanek Ani z Technomexu. Możecie to sobie wpisać do CV.

Z pewnością każda z osób obecna na weselu ma swoje wspomnienia, każdy zrobił swoje tzw. „mental pictures” , które będzie trzymał w swojej pamięci. Dla jednego będzie to widok spadających monet i ryżu na swoją głowę, dla kogoś innego to widok męża, który liczy do czterech podczas pierwszego tańca, a dla jeszcze innego podkładana noga, podczas zabawy w biegającą rodzinę. A być może ktoś potrafi nagrywać także „mental videos” i zapamiętał mój multimedialny prezent dla młodej pary. Momenty warte zapamiętania podczas tego wesela są jak lista osób, którym się dziękuje po otrzymaniu Oscara. Trudno wymienić wszystkich, żeby nikogo nie ominąć.

W ostatnim tygodniu przygotowań, kiedy doba dla Ani i Janka była za krótka, spraw do załatwienia było za dużo, a snu za mało, człowiek zaczyna się zastanawiać po co robić tyle zamieszania. Czy nie lepiej załatwić to w jakiejś małej kapliczce, w niewielkim gronie, by nacieszyć się tą chwilą ze sobą, w spokoju. Teraz jednak jestem pewien, że gdy młoda para usiadła na swoich miejscach i zobaczyła wszystkich ludzi, z którymi mogła się podzielić swoim szczęściem, a później mogła się z nimi znakomicie bawić, nie żałowali ani minuty męczących przygotowań. Warto było. I nie tylko dlatego, że każda z tych osób zgromadzonych na sali, musiała kupić im prezent.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Dziékuje Ci Adam za ten odcinek specjalny... jak zwykle super!
Z tej okazji chcialabym z calego serca zyczyc Mlodej Parze WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO...
Aniu, serdecznie Cie pozdrawiam i mocno sciskam...
Jeszcze raz GRATULUJE!!!
Ania Pniewska

Sikorka pisze...

Wielkie dzięki Aniu:):):)
Też Cię gorąco pozdrawiam wraz z... mężem;)
Odcinek pierwsza klasa. No cóż korzystam z Adasiowego pisania, póki jeszcze nie jest sławnym dziennikarzem i nie kasuje za wpis grubej kasy;)

Ania Poświata ;)