
Trek 1500, rower szosowy, lekki niczym mleczna Princessa i drogi niczym... polskie drogi. Do roweru dokupiłem też licznik, specjalne buty, które można wpiąć do pedałów i koszyki na bidon, które, aż wstyd się przyznać, pasują do koloru roweru. Zdążyłem też już go przetestować i po kilku minutach już wiedziałem, że chcę rzucić pracę i całe dnie spędzać na siodełku. Teraz świat stoi przede mną otworem, będę mógł zarówno zwiedzić najpiękniejsze zakątki stanu Wisconsin, jak i pojechać do sklepu po mleko w czasie krótszym o 4 minuty.
Po chwili zastanowienia stwierdziłem jednak, że to co zrobiłem zupełnie nie przystoi studentowi na Work&Travel, gdyż złamałem pierwszy niepisany punkt regulaminu W&T, który mówi: Za zarobione pieniądze kup laptopa. Gdy cię nie stać na laptopa kup jakieś inne urządzenie do którego potrzeba ładowarkę. Muszą teraz przeczytać czy za to przewinienie nie grozi mi wykluczenie z programu.
Wiem, że dzisiejszy wpis w zupełności nie przypominał felietonu, czy żadnych przemyśleń w stylu Dougie Housera pod koniec dnia, ale jak tu się rozpisywać, jak rower stoi pod ścianą i patrzy na mnie tym swoim błagającym wzrokiem z nadzieją na przejażdżkę. No nic, nie mogę mu odmówić. Życzcie mi szerokiej drogi!